Pomorze algierskie cz. 13

Cedrowe bory są w ogóle rzadkie i niezbyt rozległe, najsławniejszy znajduje się na 150 kilometrów od Algieru, koło Tcnied-el-Haad’u, co znaczy po arabsku: targ niedzielny.

Góra, która cedrowym borem porasta, zwrócona grzbietem równolegle do morza, jest stroma, ze szczytami skalistymi, i jak na Algierię dość niedostępnymi, ale od miasteczka aż do domu leśniczego, mieszkającego już na wysokości 1400 metrów, prowadzi droga szeroka, wygodna, która biegnąc stokiem, wznosi się choć nieznacznie, coraz wyżej i wyżej. Ledwo ujechałeś kilka kilometrów, jesteś już wśród cedrów. Wrażenie jest potężne. Wprawdzie fakt, że słynne i cenne to drzewo rośnie zresztą tylko na Libanie i Himalajach, zaostrza ciekawość, wprawdzie i dla nie botanika poznanie ich jest dopełnieniem Salomonowej mądrości, ale nie są to z pewnością motywa, które na człowieka działają. Bór jest bezwzględnie wspaniały.

Wśród absolutnej ciszy i powietrza, które tu latem zawsze jest nieruchome, a przesycone balsamiczną wonią, jedzie się ciągle wśród drzew z igliwia, do modrzewia podobnych, już modro sinych, już rzadziej czysto zielonych, ale tak rozmaitego pokroju, że gdyby się nie miało wszelkich przejść pośrednich między niemi, przysiągłbyś, że przynajmniej dwa różne porastają tę skalistą glebę.