Pomorze algierskie cz. 31

Ma się wówczas krajobraz południowy, ale z niebem nieledwo północy, barwy występują jaskrawo, zarysy majaczeją w powietrzu. Jest to ponętne, oryginalne, ale swoją drogą nic da się porównać z tą pięknością, jaka zachwyca oko, kiedy stepowe przejrzyste powietrze napłynie naraz ku pomorzu. Wówczas wszystkie kształty przedstawiają się tak, jak w głębi kraju: jasno, wyraźnie, jak skończona rzeźba. Wówczas tylko ma się przed sobą ten świat linij i jasnych profilów, oblany złotą przędzą słońca, która zaciera wszystkie barwy, stapia je w jeden złotopłowy ton główny, świat południowy, całkiem już różny od naszej północy i pełen uroku.

Na lądzie wody nie urozmaicają w Algierii krajobrazu, słone jeziora spotykają się tylko wyjątkowo na pomorzu, a rzeki — nawet najdłuższy Szelif — wysychają często wśród lata. Zresztą wody ich są żółte, jak gleba która je otacza, i ledwo znać, że płyną. Nieraz woły całymi stadami leżą w ich namulistym strumieniu. Tylko wybrzeże czaruje widok morza, które się w gładkie lustro roztacza. Jest to to samo morze, które widać z Riviery, które wypełnia sławną grotę w Capri, i jak tam pod uderzeniem wiosła, rozbryzguje się na krople szafiru.