Pomorze algierskie cz. 39

Góry Atlasu są po większej    części  łatwo   dostępne, świadczą o tern te kuby czyli kaplice, które pobożny islam wzniósł prawie na wszystkich ich szczytach, a te białe plamki ludzkiej działalności, które zdała świecą tam swą białą ścianą, tym bardziej wywołują w nas uczucie spokoju, pogody a przy tym, jak wszystkie góry, czynią przyjemne i podniosłe wrażenie.

Okazałość gór, tak jak wszędzie, nie zależy tu od ich wysokości, ale od tego, czy nagle wyrastają z doliny jedną grupą, czy też podnoszą się nieznacznie z długiego łańcucha. Nieraz grupa gór z 500-metrowym szczytem, wygląda okazalej, jeżeli można objąć ją okiem, niż łańcuch, którego wierzchołki są choćby trzy razy wyższe. Naturalnie, że odosobnione a niebotyczne pasmo największe robi wrażenie, a widok na nie z innego szczytu jest wspaniały. Znam jeden, który odbił mi się stereotypem w umyśle, jak matryca arcydzieła, które warto zawsze przywoływać pamięcią. Jest to widok z Tenietu na grupę Uarsenis.

Idzie się zrazu steczką cedrowego boru, który już znamy. Steczka wspina się coraz śmielej i wyżej, aż urywa się wreszcie przed polaną zamkniętą, skalistą, z wielkich złomów złożoną turnią. Trochę trudu, większego aniżeli u nas, bo słońce praży, chwilowe odpoczynki i jesteśmy na wierzchołku.