Pomorze algierskie cz. 42

Po kilku tygodniach pobytu na Południu pojmujesz, czym ono jest wobec Północy. Wówczas zrozumiesz, że kiedy tam: gniewny, szalony zazdrością ocean, jak rozhukany koń, tylko gwałtem może być okiełznany; kiedy gęsta mgła lub śnieżna zadymka wprowadza podróżnego na bezdroża; kiedy bystra i rwąca rzeka staje się bez mostu nieprzebytą; kiedy stroma góra ostrym głazem i lawiną broni mu na swój szczyt przystępu; kiedy jednym słowem północna natura stawia człowiekowi na każdym kroku wstręty, — tu wszystko ułatwia mu istnienie: i morze, które jest gładkim zwierciadłem, i rzeka, która latem wysycha, i przejrzyste powietrze, które odkrywa mu szerokie horyzonty i, jak w Algierii, łagodny spadek góry, na której wznosi się dzieło ręki jego. Tam człowiek mieszka w drewnianych lub murowanych skrzynkach, które szczelnie zamknięte chronią od śniegu, których komin rozgrzewa skostniałe członki; tu budynek na wpół otwarty daje za dnia cień, a płaski dach służy za wieczorny wypoczynek.