Pomorze algierskie cz. 46

Wieczór zapada, zmierzch występuje jaskrawymi barwami, żółtą smugą rysuje się na widnokręgu, gubi się purpurą w przerzedzonym lesie, spowija bory fioletem, łagodzi wyraźne dotąd zarysy krajobrazu, topi szczyty gór, powlekając je blado tęczowymi barwami, kładzie coraz wyraźniejsze cienie po dolinach i wreszcie pod całunem zmroku świat stracił swe barwy. Góry, doliny, głazy, drzewa, majaczeją tylko niewyraźnie. Ledwo oko zatem śledzić zdążyło, już zupełna ciemność.

Księżyc zeszedł. Rzeźba kraju w jego mlecznym świetle staje się jaskrawszą, góry wyższe, doliny rozleglejsze, stoki wydatniejsze, parowy czarniejsze i głębsze. Zdała dochodzi piskliwe skomlenie szakala, wśród zarośli wyje podła hiena, w głębokim lesie iskrzą się oczy pantery przyłaszonej do skoku, a ryk lwa huczy jak grzmot. Biała wstęga, leśnej drogi na wzgórzu, walczy blaskiem z mleczną drogą na niebiosach i rysuje się dobitnie na tle czarnej roślinności. Koło namiotu siedzi niewiasta w białych szatach, z Czarnem okiem gazeli, idącym blaskiem w zawody z gwiazdami, i wpatruje się w ich wyraźnie, ciche, niemigotliwe światło. Noc jest żywa, jasna, świetna, jaskrawa.

Pięknym jest Maghreb! Kraj to światła, barw, woni, jakby wyrzeźbiony i oblany eterem. Kraj w którym burzy się krew i rozbudza fantazja. Kraj, dniem i nocą pełen uroku i czarów. Pięknym jest Maghreb!