Pomorze algierskie cz . 9

Wstępujesz do boru. Na stokach porastają wielkie trzciny morskich wybrzeży (Arundo festucoides). Ich kilkometrowe źdźbła zakończone ciężkimi kiściami, okryte są wysokimi, olbrzymio długimi liśćmi, które opadają na dół, tworząc zaokrąglone kępy. Między niemi kolczaste krzaki, pewien gatunek dzwonka, jak wielki, błękitny kandelabr i białe kity kwiatów morskiej cebuli, świecą jaskrawo. Las złożony przeważnie z dębów. Jeden z nich o liściu podobnym do naszych, inne z trwałem, tęgim, skórkowatym listowiem, wziąłbyś raczej za oliwnik; jest to dąb Zen przez Ąrabów zwany i dąb korkowy; ten ostatni poznajesz z daleka. Jego pień jest albo biały, nieledwo jak brzeziny, o korze głęboko bruzdowanej, albo z niej obdarty, gładki, jak stary słup drzewa brunatno-czarniawy. Między niemi zaczynają się mieszać inne drzewa; wszystkie stają się coraz wynioślejsze, ich konary splatają się w gęstą, zbitą masę listowia, przez którą słońce przedrzeć się nie może, rzucając na ziemię cień wielką, czarną, wyraźnie wykrojoną plamę, która jaskrawo odbija obok wstęgi białej, świetnie słońcem rażącej drogi.